Kraj kawą i pho płynący, czyli dwa tygodnie w Wietnamie

Na początku stycznia 2017 roku pojawił się wysyp promocji lotniczych na azjatyckie kierunki. W tym czasie przebywaliśmy z Olą na zimowym wypadzie w Krynicy i nieco pod wpływem chwili, odurzeni narciarskim szaleństwem, zdecydowaliśmy się na zakup biletów z Warszawy do Bangkoku liniami Qatar Airways. Cena 1795 zł za osobę może nie była najniższą w historii, ale biorąc pod uwagę standard katarskiego przewoźnika, byliśmy niezwykle zadowoleni z naszego łupu. Data wylotu wypadała pod koniec maja i kolejny raz z rzędu obejmowała czas moich urodzin. Rok wcześniej Finlandia, teraz Azja Południowo-Wschodnia. Why not? 🙂

Od początku Tajlandię potraktowaliśmy jako transferowy hub do innego kraju w regionie. W Azji byłem już na pięciotygodniowym wyjeździe w 2010 roku i odwiedziłem wtedy Filipiny, Singapur, Malezję i własnie Tajlandię. Chciałem, żeby nasz nowy cel podróży był spoza wymienionej czwórki. Początkowo nasze myśli skierowały się ku Myanmarowi. Z czasem jednak, mając na względzie niepokojące sygnały dotyczące grupy etnicznej Rohingya oraz faktu, iż dla Oli był to pierwszy kontakt z Azją, zdecydowaliśmy się na inny kierunek.

Doszliśmy do wniosku, że chcemy odwiedzić kraj, w którym przede wszystkim moglibyśmy nasycić nasze spragnione kulinarnych doznań zmysły. Kraj posiadający całą otoczkę, z której słynie ta część świata, czyli zatłoczone ulice z milionami skuterów, a także ciekawe ukształtowanie geograficzne – pozwalające na różne formy aktywności. Wybór padł na Wietnam, którego kuchni, z racji sporej diaspory wietnamskiej znajdującej się w naszym ojczystym kraju, nie trzeba nikomu przedstawiać. Państwa, gdzie zarejestrowanych jest ok. 45 milionów jednośladów, a motocykl, skuter to niemal synonim nazwy kraju. Posiadającego zarówno góry, jaskinie, niesamowite formacje skalne, rajskie plaże, wydmy jak i dorzecze delty Mekongu. Od razu na wstępie zaznaczę, że nie dotarliśmy nawet do połowy tych rarytasów. Niemniej jednak decyzja okazała się nader słuszna! 🙂

Miliony skuterów, kawa ze skondensowanym mlekiem i zupa pho to trzy pierwsze rzeczy, które przychodzą mi do głowy, gdy wracam myślami do Wietnamu.

 

Plan wyjazdu

Wietnam ma wybitnie południkowe położenie geograficzne. Całkowita jego rozciągłość wynosi 1750 km. Patrząc natomiast pod względem równoleżnikowym (czyli szerokości), w centralnej części kraju spada ona nawet do 60 km. Nic więc dziwnego, że w mojej głowie pojawiła się niezwykła pokusa, aby zjechać cały kraj z północy na południe lub na odwrót. Miałem świadomość, iż czas którym dysponowaliśmy, czyli 2 tygodnie, niekoniecznie sprzyjał realizacji takiego planu. Niemniej jednak bilety na lot z Bangkoku kupiłem do znajdującego się na północy Hanoi, natomiast powrót wykupiony został z położonego na południu Ho Chi Minh, czyli popularnego Sajgonu. Oba liniami Thai Lion Air. Założyłem, że najdłuższe przejazdy będziemy pokonywać nocą pociągami. Mieliśmy nakreślone kilka rzeczy, które chcemy zrobić i zobaczyć, ale generalnie plan był elastyczny i dostosowywany do bieżących upodobań. W razie zbyt wolnego zjazdu na południe, zostawiliśmy sobie margines bezpieczeństwa w postaci możliwości ewentualnego zakupu biletu samolotowego z Da Nang (środek kraju) do Ho Chi Minh.

Jak wyszło to w praniu i  wyglądało w telegraficznym skrócie?

Na początek przylecieliśmy do Hanoi, w którym spędziliśmy 1,5 dnia. Wietnamska stolica zrobiła na nas dobre wrażenie, mimo sporej ilości negatywnych opinii wyczytanych na jej temat przed wyjazdem. Następnie za pomocą nocnego pociągu relacji Hanoi – Lao Cai oraz busa udaliśmy się na północ do Sa Pa. Tam wynajęliśmy motocykl i wyruszyliśmy na trzydniową pętle po górskich rejonach z głównym celem – położonym na 1500 metrach Sin Ho. Przejazd po mało turystycznych terenach, otoczonych niesamowitymi krajobrazami skradł nasze serca i osobiście był dla mnie najlepszym elementem całego wyjazdu w Wietnamie! Powrót do Hanoi pokonaliśmy analogicznie, busem i nocnym pociągiem. W tym momencie rozpoczęliśmy prawidłowy „marsz” w kierunku południowym. Pierwszym przystankiem na trasie ku Ho Chi Minh było Ninh Binh. Okazało się ono świetnym zamiennikiem świadomie odpuszczonej największej atrakcji Wietnamu – zatoki Ha Long Bay. Niezwykłe formacje skalne, a także pola ryżowe zwiedzane z perspektywy skutera wywarły na nas same pozytywne wrażenia. Po całodniowym zwiedzaniu okolic Ninh Binh pojechaliśmy, nie bez przygód, kolejnym nocnym pociągiem. Tym razem do Hue – starej stolicy. Swój pobyt ograniczyliśmy do kilkugodzinnego zwiedzenia starego miasta, po którym udaliśmy się autobusem do Hoi An. W tym niezwykle malowniczym, ale również oblężonym przez turystów miejscu, spędziliśmy cztery z planowanych trzech dni. Mimo tłumu turystów miasto broni się swoim kolonialnym urokiem, który w połączeniu z wszechobecnymi lampionami tworzy niepowtarzalny klimat. W Hoi An zwolniliśmy bieg naszej podróży. Skupiliśmy się na regeneracji, wypoczynkowi i leniwie spędzanym czasie.
Nasza podróż powoli zbliżała się ku końcowi, a od znajdującego się daleko na południu Sajgonu, skąd mieliśmy wylot, dzieliło nas jeszcze 850 kilometrów.  Żeby nie marnować czasu na kolejne przejazdy, kupiliśmy z dnia na dzień bilety lotnicze z pobliskiego Da Nang do Ho Chi Minh (linia Jetstar Pacific). W największym mieście Wietnamu spędziliśmy kolejne dwa dni, którymi zamknęliśmy nasz dwutygodniowy pobyt.

Od lewej kolejno: okolice Ninh Binh, Hue oraz motoprzystanek w drodze do Sin Ho.

Dokładny opis odwiedzonych miejsc oraz dużo zdjęć znajdziecie we wpisach wylistowanych poniżej. W ciągu najbliższych tygodni będą sukcesywnie uzupełniane 🙂

  • Hanoi
  • Motocyklem w góry do Sa Pa… tzn. do Sin Ho
  • Ha Long Bay… tzn. Ninh Binh
  • Hue – dawna stolica Wietnamu
  • Hoi An – klimatyczne miasto z turystycznym zawrotem głowy w tle
  • Ho Chi Minh – uśmiech Wujka Ho na koniec wyjazdu

Ile to wszystko kosztowało? Aby mieć rozeznanie jakim budżetem należy dysponować podczas wyjazdu do Wietnamu, poniżej zamieściłem praktyczne informacje na temat cen oraz noclegów, których doświadczyliśmy podczas naszego pobytu.

 

Ceny w Wietnamie

Walutą Wietnamu jest dong. Obecnie, w chwili pisania postu (01.02.2018) jej średni kurs wynosi: 10.000 VND = 1,4669 PLN i praktycznie nie zmienił się od czasu naszego wyjazdu. Do Wietnamu braliśmy dolary, całość została wymieniona na lokalną walutę na lotnisku w Hanoi. Poniżej ceny, które zastaliśmy na przełomie maja i czerwca 2017. Do kalkulacji na złotówki użyłem zaokrąglonego przelicznika 10.000 VND = 1,60 zł.

Wietnamska waluta - dongi

Wiza

Wiza on arrival na lotnisku w Hanoi: 25 $/os.

Transporty

Hanoi: Autobus nr 84, lotnisko – Old Quarter: 30.000 VND/os. (ok. 5 zł)
Hanoi – Lao Cai, pociąg (kuszetka): 440.000 VND/os. (ok. 70 zł)
Lao Cai – Sa Pa, bus: 28.000 VND/os. (ok. 4,50 zł)
Sa Pa: Honda Blade, wynajem na 2,5 dnia: 300.000 VND (ok. 50 zł)
Butelka benzyny: 25.000 VND (ok. 4 zł)
Sa Pa – Lao Cai, bus: 30.000 VND/os. (ok. 5 zł)
Lao Cai – Hanoi, pociąg (kuszetka): 440.000 VND/os. (ok. 70 zł)
Hanoi: Dw. kolejowy (Gara) – Dw. autobusowy (Giat Bat), taxi: 60.000 VND (ok. 10 zł)
Hanoi – Ninh Binh, bus: 70.000 VND/os. (ok. 11 zł)
Ninh Binh: Skuter, wynajem na dzień: 100.000 VND (ok. 16 zł)
Ninh Binh – Hue, pociąg (kuszetka): 835.000 VND/os. (ok. 135 zł)
Hue – Hoi An, autobus: 200.000 VND/os. (ok. 32 zł)
Hoi An: Rower, wynajem na pół dnia:  30.000 VND (ok. 5 zł)
Hoi An – Da Nang, bus: 50.000 VND/os. (ok. 8 zł)
Da Nang – Ho Chi Minh, samolot: 74 USD/os.
Ho Chi Minh: Autobus 109, lotnisko – centrum: 20.000 VND/os. (ok. 3,20 zł)
Ho Chi Minh: Taxi (Grab – wiet. Uber), centrum – lotnisko: 161.000 VND/kurs (ok. 26 zł)

Przystanek w Lao Cai

Jedzenie i napoje

Kawa po wietnamsku: 20.000-25.000 VND (ok. 3,20-4,00 zł)
Piwo w lokalu: 15.000-25.000 VND (ok. 2,40-4,00 zł)
Bia Hoi (lane, słabe piwo): 5.000 VND (ok. 0,80 zł :D)
Napój z trzciny/lemoniada na ulicy: 10.000 VND (ok. 1,60 zł)
Napoje w puszce: 10.000 VND (ok. 1,60 zł)
Woda: 8.000-10.000 VND (ok. 1,60 zł)
Noodle z wołowiną na ulicy: 30.000 VND (ok. 5 zł)
Sajgonki: 15.000 VND (ok. 2,50 zł)
Bahn Mi: 15.000-20.000 VND (ok. 2,50-3,20 zł)
Pho (zupa): 30.000 VND (ok. 5 zł)
Obiad/kolacja na dwie osoby w lokalu (bez luksusów, ale do syta): 100.000-200.000 VND (ok. 16-32 zł)
Kit-kat: 17.000 VND (ok. 2,70 zł)

Sałatka z papai, Hoi An

Bilety wstępów

Hanoi, Botanic Garden: 2.000 VND (ok. 0,30 zł)
Hanoi, Temple of Literature: 30.000 VND (ok. 5 zł)
Ninh Binh, Trang An (2,5 godzinny rejs łódką): 200.000 VND (ok. 32 zł)
Ninh Binh, Hang Mua: 100.000 VND (ok. 16 zł)
Ninh Binh, Thung Nham Bird Park: 100.000 VND (ok. 16 zł)
Hue, Imperial City: 150.000 VND (ok. 25 zł)

Hue, pałac królewski

Inne przykładowe wydatki

Wachlarz: 60.000 VND (ok. 10 zł)
Czapka z daszkiem: 120.000 VND (ok. 20 zł)
Kapelusz a’la słomiany: 60.000 VND (ok. 10 zł)
Repelent na komary: 79.000 VND (ok. 13 zł)
Otrivin, spray do nosa: 145.000 VND (ok. 23 zł)
Magnes: 15.000 VND (ok. 2,50 zł)
Breloczek: 35.000 VND (ok. 5,60 zł)
Pocztówka: 10.000 VND (ok. 1,60 zł)
Znaczek do Europy: 13.500 VND (ok. 2,20 zł)
Ceramika, kilka miseczek i kubków: 500.000 VND (ok. 80 zł)
Czajniczek z 6 czarkami: 200.000 VND (ok. 32 zł)
Spodnie z szerokim krokiem: 140.000 VND (ok. 23 zł)
Lotka do odbijania nogą: 11.300 VND (ok. 1,80 zł)
Mała torba „North Face”: 120.000 VND (ok. 20 zł)

Sklep z ceramiką w Hoi An

Większość cen należy negocjować! 🙂

 

Noclegi

Plan, zarys przebiegu podróży oraz poziom cenowy już znacie. Dla jeszcze lepszego rozeznania, poniżej zamieszczam wykaz noclegów z których korzystaliśmy (wszystkie ceny za jedną dobę pobytu). W większości przypadków są to opcje, określiłbym, średnio-niskobudżetowe. Staraliśmy się nocować tanio, ale zawsze braliśmy dwójkę i nie korzystaliśmy z dormitoriów.

Bangkok (Tajlandia) – Thai Garden House, 700 BHT (75 zł/2 os.) za pokój dwuosobowy. W środku materac z moskitierą+wiatrak, łazienka współdzielona. Bardzo blisko Khao San Road, ale jednocześnie nie przy głównej ulicy, więc w nocy było cicho. Azjatyccy minimaliści byliby zachwyceni, jeżeli ktoś jednak preferuje bardziej „europejskie standardy” to raczej miejsce nie dla niego. Dla nas jak najbardziej ok 🙂 Smaczne, domowe śniadanie w cenie.

HanoiBrother Inn Hostel, 529.000 VND (85 zł/2 os.) za pokój dwuosobowy. W pokoju łóżko, mała lodówka, telewizor, klimatyzacja, łazienka. Przyjazna, pomocna obsługa. Na powitanie lemoniadka oraz wytłumaczenie co zobaczyć, gdzie dobrze zjeść w okolicy itp. Dodatkowo nie było problemów z wydrukowaniem biletów na pociąg i zostawieniem plecaków na cały dzień po wymeldowaniu. Właściciele mocno stawiają na pomoc gościom, w zamian po cichu proszą o max. oceny na bookingu. Dzięki takiej polityce, mają jedne z najlepszych w całym Hanoi. Jak na budżetową opcję miejsce do polecenia. Dla nas ok 🙂

Pociąg z Hanoi do Lao Cai, 440.000 VND (70 zł/os.) za kuszetkowe miejsce w czteroosobowym przedziale. Transport i spanie w jednym, czyli to co lubię najbardziej. Zero marnowania czasu, nawet podczas snu 😉 Bilety kupiliśmy na stronie www.baolau.vn dzień przed odjazdem. Nikt z nami nie jechał, więc cały przedział mieliśmy dla siebie. Pościel czysta, gniazdka elektryczne w przedziale działające. Wietnamskie pociągi, o ile nie były wypełnione po brzegi, czyt. w przedziale rodzinka z wielokrotnością pociech, zrobiły na nas dobre wrażenie. Polecamy 🙂

 

Phong ThoLan Anh Hotel, 300.000 VND (48 zł/2 os.) za pokój dwuosobowy. Miejsce z dużym potencjałem, niestety niesamowicie zapuszczone. W całym hotelu wszędzie ok. 0,5 cm warstwa kurzu. Pościel nie sprawiała wrażenia najświeższej. W sumie najgorszy nocleg podczas całej podróży, nie polecam, chyba że wszystko w koło pozamykane. Aa, zapomniałem dodać, że spaliśmy w pokoju z ok. 20-centymetrowym pająkiem (zauważony na szczęście dopiero rano 🙂 ).

 

Sin HoPhuc Tho Hotel, 300.000 VND (48 zł/2 os.) za pokój dwuosobowy. Hotelik prowadzony przez miłe, starsze małżeństwo w samym centrum Sin Ho, vis-a-vis boiska piłkarskiego. Prosty, czysty pokój z łazienką i balkonem. Łóżko z moskitierą. Dla nas ok, polecamy. Nie potrzebowaliśmy nic więcej do regeneracji 🙂

 

Nocny pociąg z Lao Cai do Hanoi, 440.000 VND (70 zł/os.) za kuszetkowe miejsce w czteroosobowym przedziale. Analogicznie jak pkt. 3.

Nocny pociąg z Ninh Binh do Hue, 835.000 VND (135 zł/os.) za kuszetkowe miejsce w czteroosobowym przedziale.
Tu śmieszna historia bowiem… wsiedliśmy nie do tego pociągu co trzeba 😛 Ok. 20 minut przed planowym odjazdem przyjechał pociąg relacji Hanoi – Ho Chi Minh. Patrzymy na bilety… nasz! Na peronie dla pewności pytamy konduktora. Potwierdza: ok, ok, wsiadajcie. Wsiadamy. Pociąg ruszył, idziemy na nasze miejsca, a tu już nie ok 🙂 Rodzina z piątką dzieci w przedziale. Robimy mały dym. No i okazuje się, że rzeczywiście kierunek dobry, ale pociąg już nie. Nic to. Koczujemy godzinę na korytarzu w oczekiwaniu na kolejną stację i wysiadamy. Po pół godzinie przyjeżdża nasz pociąg. Wsiadamy, idziemy na swoje miejsca, a tam…  znowu rodzina z dzieciakami (tym razem inna). Wszyscy już smacznie rozłożeni. Okazało się, że zaradny konduktor chwilę po tym jak zauważył naszą nieobecność w Ninh Binh opylił miejsca na lewo. Po dłuższej wymianie uprzejmości, z uśmiechami na twarzy, w formie: „Sorry, sorry Mister, zaraz będzie ok” ze strony konduktora versus moje „No problem, no problem Sir, tylko oddaj nam miejsce i zmień pościel” i około półgodzinnym rozlokowywaniu „nielegalnych” powierników naszych leżanek w inne miejsca pociągu, udało nam się odzyskać miejscówki i przespać resztę podróży bez większych historii.

Hoi AnBonsai Homestay, 660.000 VND (105 zł/2 os.) za pokój dwuosobowy. Piękne miejsce położone na uboczu Hoi An. Kawałek od całego mega zgiełku, ale jednocześnie wciąż blisko do centrum atrakcji. Bonsai Homestay to rodzinny interes z pięknym ogrodem wypełnionym… a jakże, drzewkami Bonsai. Przy ogródku, tu ukłon w stronę Oli, mały basen 🙂 W cenie smaczne śniadania domowej roboty (kilka opcji do wyboru). Pokój z ładną łazienką, klimatyzacją, lodówką i TV (nie korzystaliśmy, ale z kronikarskiego obowiązku nadmieniam). Generalnie tak nam było tu dobrze, że zostaliśmy aż 3 noce 🙂 Najfajniejsza miejscówka spaniowa z całego wyjazdu. Dołożyliśmy parę dongów, ale było warto.

 

Ho Chi Minh – Ailen Garden Hotel, 580.000 VND (93 zł/2 os.) za pokój dwuosobowy. Bez historii, typowy hostelowy pokój z łazienką. Klimatyzacja nie dawała za bardzo rady, albo szroniło albo mega duchota. Najkorzystniejsza opcja jaką udało nam się znaleźć z dnia na dzień w centrum backpackerskiego zagłębia Sajgonu. Cenowo spoko, do przenocowania.

Jeżeli macie pytania albo chcielibyście podzielić się swoimi wrażeniami z wizyty w Wietnamie napiszcie o tym koniecznie w komentarzu poniżej! 🙂

 

5 uwag do wpisu “Kraj kawą i pho płynący, czyli dwa tygodnie w Wietnamie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s