Wyjazd do Iranu – prolog i plan

Iran był jednym z moich wymarzonych kierunków podróżniczych od wielu lat. Relacje płynące od podróżników bądź turystów, donoszące o gościnnych Irańczykach, prawdziwy bliskowschodni klimat i bogata historia, pobudzały moją wyobraźnię i kreowały potrzebę zobaczenia oraz doświadczenia tego kraju. Po wyjeździe do Syrii w 2009 roku Iran wydawał mi się być kolejnym, naturalnym kierunkiem wyjazdowym w zagłębianiu bliskowschodnich klimatów, które wyjątkowo przypadły mi do gustu. Z różnych jednak powodów wyjazd do Iranu nie nastąpił tak szybko jak się tego spodziewałem w owym czasie. Czekał po cichu uśpiony, nieco zapomniany i dość niespodziewanie reaktywował się w kwietniu 2017 roku. Wtedy to na niezawodnej stronie fly4free.pl pojawiła się promocja lotnicza linii Azerbaijan Airways. Z Lwowa do Teheranu 365 zł za przeloty w dwie strony! Cena była tak korzystna, że nie zastanawiając się zbyt długo wykonałem kilka kliknięć i stałem się szczęśliwym posiadaczem biletów do Iranu! Cały proces zakupu trwał kilka chwil. Byłem niezwykle ukontentowany ze swego łupu i po dziś dzień czuję wewnętrzne zadowolenie, gdy wracam myślami do tej decyzji 😉 Budząc się tego dnia rano nie miałem pojęcia że czeka mnie zakup wymarzonych niegdyś biletów, a tu znienacka wpadły w tak korzystnej cenie. Super 🙂
Następnie wystarczyło „tylko” odczekać 10 miesięcy, przejechać całą Polskę z północnego-zachodu na południowy-wschód (Świnoujście-Przemyśl) i po wylocie z Ukrainy spędzić jeden przesiadkowy dzień w stolicy Azerbejdżanu – Baku. Wraz z Olą oraz polską ekipą poznaną w samolocie, 19 lutego 2018 roku, a 1396 roku miejscowego, zameldowaliśmy się na lotnisku w Teheranie! 🙂 🙂 🙂

Shiraz, Iran

 

Zarys wyjazdu

W moim pierwotnym zamyśle Iran to był wyjazd na 2-3 tygodnie. Z racji ograniczeń, które nakładał na mnie lutowy termin podróży, mogłem sobie jednak pozwolić jedynie na tydzień urlopu. Z pewnością nasuwa się więc od razu pytanie czy warto jechać do Iranu na tak krótki okres czasu? Pod względem powierzchni jest on ponad pięciokrotnie większy od Polski i posiada dwukrotnie więcej populacji. Jak mówi przysłowie, lepszy tydzień w garści niż więcej na dachu. Będąc już po powrocie potwierdzam słuszność powyższego w 100%. Było warto. Niemniej jednak druga, dłuższa wizyta jest jak najbardziej wskazana.
Mając do dyspozycji tydzień, w tym jednodniową przesiadkę w Baku, plan i wyjazd ukształtował się następująco.

Baku, Azerbejdżan

W stolicy Azerbejdżanu zameldowaliśmy się w poniedziałek kilka minut przed 4:00 czasu miejscowego. Zdecydowaliśmy się przespać do rana na nowoczesnym bakijskim lotnisku, które de facto jest stworzone dla nocnych, tranzytowych oczekiwań, ale o tym w osobnym wpisie. Po nastaniu bardziej przyjaznej pory, ruszyliśmy na miasto i wraz z dwoma Piotrkami z Warszawy poznanymi w samolocie (pozdrawiamy!), do wieczora wspólnie eksplorowaliśmy opływające petrodolarami zakamarki miasta.
Centrum Baku zaskoczyło nas porządkiem, odrestaurowanymi kamienicami, nowoczesnymi formami budowlanymi oraz… korzystnymi cenami. Jeszcze kilka lat temu ze względu na zgoła odmienny kurs manata nie było to tak oczywiste.

 

Wieczorem wylecieliśmy do Teheranu. Tu od razu na wstępie mała dygresja odnośnie rozmów z Irańczykami nt. kraju pochodzenia. Przed wyjazdem czytałem w kilku relacjach, aby na sztampowe pytanie pojawiające się w niemal każdej rozmowie  „where are you from?”, czyli „skąd jesteś?”, nigdy nie odpowiadać Poland. W Iranie Polska to Lachestan, natomiast „Poland”, podobnie jak w wielu innych krajach jest często, gęsto mylone z naszymi holenderskimi przyjaciółmi. Miałem więc niezły ubaw, gdy niemal tuż po starcie samolotu, już powoli przysypiając, obił mi się o uszy początek rozmowy innego lecącego Polaka z siedzącym obok Irańczykiem.

– Where are you from friend?
– I’m from Poland.
– Aaah, ok! I’ve been there. Amsterdam, Nijmegen. Very nice place 🙂

Tak więc w Iranie jesteśmy z Lachestanu. Raz, że od razu zdobywamy sympatię, bo mówimy w ichniejszym języku, a dwa wiadomo dokładnie o jaki kraj chodzi i nie jest to bynajmniej „Holland” 🙂

Po wylądowaniu w Teheranie, mimo iż polecieliśmy nieznacznie na wschód, przesunęliśmy zegarki o pół godziny do tyłu. Na dzień dobry udaliśmy się wyrobić wizę on arrival. Proces przebiegł nad wyraz sprawnie i w tym miejscu mogę śmiało potwierdzić – wyrobienie wizy na lotnisku to czysta formalność.
Mieliśmy już ze sobą zakupione w Polsce wymagane ubezpieczenie, które klarownie uwzględniało obszar obowiązywania: „IRAN”. Po udzieleniu krótkiego wywiadu pracownikowi administracji nt. po co przyjechaliśmy, gdzie będziemy podróżować i czym się zajmujemy w Polsce, musieliśmy wypełnić mały blankiecik z naszymi danymi, miejscem pobytu i numerem telefonu do tegoż miejsca. Opłata wizowa wynosiła 75€ od osoby. Wiza jest przyznawana niejako wirtualnie. Pan urzędnik przychodzi, oddaje nienaruszone paszporty i oznajmia, że mamy wizę. Trzeba mu wierzyć na słowo 🙂 Całość procesu w naszym wypadku trwała ok. godziny. Po przejściu przez kontrolę graniczną i odnalezieniu bagaży, które już od jakiegoś czasu przestały krążyć na przylotowych taśmach, staliśmy się szczęśliwymi wizytorami w Iranie.

 

Shiraz, Iran

Z racji niewielkiej ilości czasu – niecałego tygodnia – musieliśmy zdecydować co chcemy zobaczyć, a co odpuścić. Na wstępie zrezygnowaliśmy z Teheranu, który w relacjach innych podróżników nie zbierał zbyt wielu pochlebnych opinii. Zamiast tego jeszcze w ten sam dzień wsiedliśmy w samolot linii Iran Air i polecieliśmy na południe do Shirazu, niegdyś słynącego z produkcji wina, rodzinnego miasta narodowego wieszcza Irańczyków – Hafeza. W okolicach Shirazu znajduje się również jedna z najbardziej popularnych atrakcji turystycznych Iranu – ruiny dawnej stolicy Imperium Perskiego, Persepolis. Mnie jednak bardziej kusiła wizja pięknych meczetów, których zdjęć naoglądałem się przed wyjazdem. Na nich też skupiliśmy się podczas naszego krótkiego pobytu. Persepolis poszło w odstawkę na następny raz. Paradoksalnie, podobnie jak w Wietnamie odpuszczając zatokę Ha Long Bay, rezygnując z flagowej atrakcji kraju, świetnie spędziliśmy czas. Nie zawsze trzeba podążać według sztampy. Na rzecz niemal całodniowej wyprawy do ruin m.in. odwiedziliśmy trzy meczety, każdy jeden bardziej spektakularny od poprzedniego, mauzoleum Hafeza, gdzie zaprzyjaźniliśmy się z podróżującym Pakistańczykiem Karimullahem oraz odwiedziliśmy lokalny bazar na którym Ola poczyniła pierwsze zakupy materiałów krawieckich. Skosztowaliśmy też pysznej lokalnej kuchni w świetnej, poleconej przez miejscowych restauracji oraz zrobiliśmy milion selfie z niezwykle sympatycznymi pasażerami autobusu odjeżdżającego do Larestanu. W Shirazie spędziliśmy dwie noce.

 

Yazd, Iran

Naszym drugim przystankiem był Yazd znajdujący się na skraju wielkiej Pustyni Solnej. Zatrzymaliśmy się tu na jeden dzień, aby zobaczyć na własne oczy miejsce o zgoła odmiennym od Shirazu krajobrazie. Stare miasto zbudowane jest w całości z suszonej glinianej cegły, posiada wąskie, kręte niczym w labiryncie uliczki i jest uznawane przez UNESCO za jedno z najstarszych na świecie. Klimat tego miejsca dopełniają charakterystyczne, górujące nad dachami miasta badgiry, czyli tzw. łapacze wiatru, naturalny system klimatyzacji. Zresztą sami spójrzcie na kilka poniższych zdjęć…

 

Isfahan, Iran

Trzecim i ostatnim miejscem które odwiedziliśmy był Isfahan – „perła Iranu”, bądź też „połowa świata”, ze swym olbrzymim, reprezentacyjnym, wpisanym na listę UNESCO placem Naqsh-e Jahan, zwanym też placem Imama, bądź Szacha. Mimo, iż ostrzyliśmy sobie apetyty na zewsząd chwalony Isfahan, miasto nieco nas rozczarowało i numerem jeden naszego wyjazdu pozostał Shiraz. Być może nie była to optymalna pora roku do zakochania się w Isfahanie? Nie oznacza to jednak, że się zupełnie w nim nudziliśmy. O tym jak uchwycić najlepszy kadr na Plac Imama z perspektywy posterunku policji, dlaczego Zamenhof i Szymborska okazali się bardziej znani niż Papież i Wałęsa oraz jak doświadczyliśmy kwintesencji irańskiej serdeczności podczas naszych ostatnich chwil w Isfahanie, dowiecie się z dedykowanego wpisu dotyczącego tego miasta. Przygody z Shirazu i Yazdu również pojawią się w osobnych wpisach. Spodziewajcie się też osobnego posta o cenach i innych przydatnych informacjach, które zgromadziliśmy podczas wyjazdu do Iranu. Stay tuned.

 

9 uwag do wpisu “Wyjazd do Iranu – prolog i plan

  1. Robi wrażenie! Tradycja i nowoczesność razem – to co lubię najbardziej. Czytając ten wpis nabrałam apetytu na podróże i postanowiłam w tym roku wykorzystywać wszystkie okazje chociażby na jedno-dwudniowe wypady, bo uświadomiłeś mi jeszcze bardziej, jak bardzo podróże rozwijają. Dziękuję!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s