Dolina Stubai (Stubaital) – niespodziewany weekend w Austrii

Macie tak czasami, że czujecie potrzebę wyjazdu tu i teraz? Od dłuższego czasu słyszałem nieustanne nawoływanie gór, zapraszające gesty, zachęty, znaki na niebie. Fakt, iż 2019 rok był już powoli na zakręcie, a wysłużone trekkingowe buty dalej pozostawały w zimowym śnie, spędzał mi nieco sen z powiek. Gdy pojawił się więc na horyzoncie pierwszy, od dłuższego czasu wolny weekend, bez zastanowienia spakowałem w auto namiot, śpiwór, psa i w lipcowe, piątkowe popołudnie ruszyłem na południe 🙂

Pierwsze zalążki gór na horyzoncie

 

Na południe czyli dokładnie dokąd? Wyjazd był typowo weekendowy, więc zależało mi na jak najszybszym dotarciu do docelowego miejsca. Ze Świnoujścia najbliżej w Karkonosze i taki też był pierwotny, ogólny cel wyjazdu. Żeby wydostać się z najbardziej położonego na północnym-zachodzie miasta Polski należy pokonać jednak najpierw okalającą wyspę Uznam wodę. I tu nastąpiła smutna rzeczywistość wyspiarskiego życia – na dzień dobry ponad godzinna kolejka na prom!  Żeby nie marnować cennego czasu pomknąłem więc przez niemiecką część Usedomu i mostem, drogą nr 110 wjechałem w kontynentalną część wschodnich landów 😉 System niemieckich autostrad jest znakomity, toteż szybko zaczął kiełkować w głowie pomysł o odwiedzeniu niewiele dalszego, ale już zagranicznego miejsca tj. gór czeskich. No, ale skoro Czechy na celowniku, to przecież tuż, tuż bliziutko do… Austrii! A tam przecież Alpy!!! 🙂

Długo się nie zastanawiając podkręciłem cyfry na tempomacie i obrałem za kierunek Salzburg! Prawie jak swego czasu Sobieski pomknąłem więc z odsieczą, ino chyżo, tym razem ku miastu Mozarta, czekoladek i innych UNESCOwych atrakcji. Salzburg miał posłużyć jako przystanek przed „głównym daniem” wyjazdu – górom.

Nieco przezornie jednak, na jednym z przystanków sprawdziłem wieczorem pogodę. Okazało się, że Salzburg i jego okolice miały w najbliższych dniach tonąć w deszczu i burzach!! 🙁 Dodam tylko, że byłem już wtedy ok. 400 km od celu. Dokładna weryfikacja map pogodowych i przemieszczających się frontów na Ventusky… i jest! Okolice Innsbrucka wyglądały obiecująco 🙂

Zatłoczone centrum Innsbrucka

 

Po noclegu na jednym z przydrożnych niemieckich parkingów, w sobotę o świcie ruszyłem ku mieszczącemu niegdyś cesarski dwór Habsburgów miastu. Centrum Innsbrucka przeżywało turystyczne oblężenie mało sprzyjające spacerom z psem. Nie był to również cel wyjazdu. Ograniczyłem się więc do pobrania garści map z informacji turystycznej i ich przestudiowaniu w okolicznym parku – Hofgarten. Jak to w podróży bywa, szybko zostałem zaczepiony przez pomocnego, lokalnego jegomościa o imieniu Markus i po miłej rozmowie oraz zakończonej zabawie naszych psów miałem już gotowy plan na cały dzień. Kierunek – oddalona od Innsbrucka o ok. 25 km urokliwa miejscowość Neustift im Stubaital w dolinie Stubai. Znajduje się tu między innymi kolejka „Panoramabahn Elfer„, dowożąca na 1790 m. n.p.m., skąd możliwa jest dalsza eksploracja okolic góry… Elfer 🙂 Co ważne, w gondolkach nie jest wymagany (jak w Innsbrucku) kaganiec, którego nie wzięliśmy i generalnie nie nosimy. Koszt przejazdu w jedną stronę 10,70 EUR (w dwie jeśli mnie pamięć nie myli ok. 15 EUR). Pod wyciągiem znajduje się darmowy parking. Wjazd do doliny to koszt 3 EUR, wyjazd również. Przejazd austriackimi autostradami to koszt 9,20 EUR za dziesięciodniową winietę.

Neustift im Stubaital

Dolna stacja kolejki Panoramabahn Elfer

 

Pętle wiodącą od górnej stacji kolejki, przez znajdujące się na 2080 m. n.p.m. schronisko Elferhutte, zachodnią ścianę podnóży Elfera, zejście 1000 m w dół zboczami gór oraz leśną, szutrową ścieżką do Neustift pokonaliśmy w około 3 godziny. Dystans według maps.me to 12 km. Dawno już nie chodziłem po górach bez 20-kilogramowego plecaka. W alpejskim stylu, bez dodatkowego tlenu i wraz z doskonałej kondycji partnerem tempo było wyśmienite i nader szybkie 🙂 Uwzględniało też postoje na zdjęcia. Po drodze natrafiliśmy również na ciekawe stanowiska edukacyjne.

Mapa okolic góry Elfer

Schronisko Elferhutte - 2080 m. n.p.m.

Zachodnie zbocza góry Elfer

Droga powrotna do Neustift im Stubaital

 

Nieopodal dolnej stacji kolejki znajduje się Camping Stubai, gdzie spędziliśmy noc. Koszt na campingu dla 1 os.+ auto+namiot+pies to ok. 20 EUR. Dostępne są również pokoje pod powyższym linkiem.

Kemping Stubai

 

Elfer to jeden z siedmiu szczytów, które są promowane przez lokalne władze w ramach programu Seven Summits Stubaital. Plan na następny, niedzielny dzień ułożył się więc sam – wybrałem okolice jednej z pozostałych sześciu gór 🙂 Zainspirowany youtubowym filmikiem padło na Rinnenspitze. Atak szczytowy na, jak go promują, jeden z łatwiejszych do zdobycia trzytysięczników, nie był brany pod uwagę ze względu na mojego towarzysza podróży i mocno kamienisty finisz trasy. Niemniej jednak znajdujące się u podnóża szczytu, na wysokości 2646 m. n.p.m., jezioro Rinnensee już jak najbardziej 🙂

Jezioro Rinnensee - 2646 m. n.p.m.

 

Szlak startuje z parkingu Oberissalm (opłata za jednodniowy postój auta to 5 EUR) na 1742 m. n.p.m. i wiedzie przez schronisko Franz-Senn-Hutte na 2149 m. n.p.m. Tu po godzinie mniej wymagający piechurzy mogą zakończyć swój trek i napawać się widokiem ośnieżonych szczytów przy chłodnych złocistych napojach. Dla nas było to oczywiście za mało i poszliśmy dalej piękną, pnącą się coraz wyżej w górę do jeziora ścieżką.

W drodze na Rinnensee

Merlot w drodze na Rinnensee

W drodze na Rinnensee

Końcówka szlaku na Rinnensee

 

Cała trasa z parkingu do jeziora i z powrotem zajęła nam ok. 5,5 godziny. Według maps.me to ok. 12,4 km. Robiliśmy sporo postoi na zdjęcia, chwilę też zajął odpoczynek nad jeziorem. Generalnie przemieszczaliśmy się jednak sprawnie, mijaliśmy innych, nielicznych turystów i dość szybko „łapaliśmy” wysokość.

Parking Almwirtschaft Oberiss -> Schronisko Franz-Senn-Hutte -> Jezioro Rinnensee

 

Po drodze spotkaliśmy krowy, świstaki (bez sreberek), piliśmy wodę ze strumyków, co poniektórzy sprawdzili smak alpejskiej trawy i przede wszystkim doświadczyliśmy cudownych widoków na otaczające nas góry i doliny.

Czy warto więc było jechać 1000 km tylko na weekend? Jak to mówią bokserscy komentatorzy – „niech przemówią pięści”… tzn. zdjęcia, tzn. więcej zdjęć 😉

Ps. A jeszcze więcej zdjęć na facebookowym profilu: www.fb.com/noproblemtravels/ 🙂

 

2 myśli na temat “Dolina Stubai (Stubaital) – niespodziewany weekend w Austrii

  1. Podziwiam za odwagę, sama zawsze starannie planuję każdy wyjazd, żeby tylko nic nie poszło nie po mojej myśli, więc trudno o spontan 🙂 Ale pewnie im więcej będzie wycieczek, tym łatwiej mi to przyjdzie. A widoki przepiękne!

Dodaj komentarz